Koncert Dreadless Lions w Parlamencie, Gdańsk

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=5W_Xk47DbDk[/youtube]

 

Koncert graliśmy w ramach festiwalu „Metropolia jest Okey”. Tym razem w Gdańskim Parlamencie. W zeszłym roku byliśmy w sopockim Sfinksie. Brzmieniowy koszmar. Sfinks według mnie nie nadaje się do grania koncertów. W Parlamencie byłem po raz pierwszy i przyznam, że nie słyszałem dotąd lepiej brzmiącego klubu. A wchodziłem pełen obaw, bo wiedziałem od Jasia, że będzie konsola cyfrowa. Na małej cyfrze dabuje się raczej marnie. Tu była wielka, wypasiona Yamaha M7CL

Dodatkowo za konsolą stał mój stary znajomy jeszcze z czasów  Modern Sound Studio – Marcin Iszora. Dość szybko zorientował się co mi trzeba i zdefiniował wszystko tak, że mogłem sam włączać każdy z czterech efektów na dowolny ślad, mając dodatkowo kontrolę nad heblami głośności. I powiem, z dużą satysfakcją, bo lubię gdy świat idzie do przodu, że się przekonałem do konsoli cyfrowych. Ale tylko dużych i ze sprytnym kolegą w obsłudze. Zwłaszcza, że miałem też tap delay’a cały czas pod paluszkiem. Przydałby się jeszcze feedback efektu, ale o to z wrażenia zapomniałem poprosić.;) 

Jest jedna spora przewaga dużych konsoli cyfrowych nad analogowymi – rozmiar. Przy dużym koncercie konsola analogowa ma kilka metrów długości. Bębny są zwykle zdefiniowane na pierwszych kanałach, a wokal na ostatnich. Nie ma praktycznie możliwości, aby jednocześnie kontrolować „strzały” na werblu i delay na wokalu w czasie dubu. Chyba że ktoś ma nadnormatywną rozpiętość rąk. Na cyfrówce M7CL wszystko miałem pod ręką, bo panele ustawione są jedne nad drugimi. To duża przewaga cyfrówek.

Koncert się udał. Wiele osób nam gratulowało. Myślę, że młody na klawiszach zagrał (swój drugi koncert z nami) bardzo dobrze, a przed samym koncertem dołączył trębacz, który grał kiedyś w sekcji dętej Galago. Zagrał z czujem i ładnie frazowo. Wiem, że kręcili dobrą kamerą film z imprezy, więc może niedługo będzie gdzieś wisiał. To co powiesiłem wyżej mamy dzięki Matiemu Erszkowskiemu, któremu dziękujemy.

Koncert G&R w Warszawie

Koncert Galago Band & Ras Paddy w klubie Depozyt44 z 23.05.2008.

Troszkę dubów było. Niestety w połowie koncertu delay odmówił współpracy i dubowałem już tylko na reverbie. Ale mimo to publiczność była wstrząśnięta (nie zmieszana mam nadzieję).

Dwie recenzje po koncercie  z forum REGGAE W POLSCE

Selekta sound system napisał:
Szczęka mi opadła na podłogę już przy pierwszym kawałku i leżała tam całe, bite dwie godziny koncertu.

Mistrzowskie reggae, jakie nieczęsto daje się usłyszeć w tym kraju. Przede wszystkim niesamowita praca sekcji rytmicznej – widać i słychać, że panowie grają ze sobą od dawna. Nie wiem jak u braci Erszkowskich ze znajomością klasycznych riddimów ( choć przy ich umiejętnościach, to opanowanie rytmów nie zajęłoby na pewno wiele czasu), ale wielokrotnie na forum pojawiały sie apele o tworzenie riddim bandów, a tu mamy fenomenalny, zupełnie niewykorzystany taki band.

Skład niewielki – bas, bębny, gitara, klawisze, ale wszystko było na swoim miejscu. Gitarzysta znający swoje miejsce to cenna rzecz w reggae, a dęciaki z klawisza nawet nie raziły. Takich rockersów i steppersów nie słyszałem nigdy w wykonaniu polskiego zespołu, a dubowane na żywo numery brzmiały właściwie tak, jakbym słyszał Dub Syndicate. Wokal Ras Paddy’ego może nie rzucał na kolana,ale melorecytacyjny styl bardzo dobrze sprawdzał się właśnie tych najbardziej dubowych numerach, gdzie często podkład stanowiły jedynie bas i bębny.

Najsmutniejszym obrazkiem była frekwencja w klubie, ale ci którzy nie byli, a uważają się za fanów roots niech żałują, bo stracili niesamowitą okazję kontaktu z muzyka korzeni z najwyższej półki.

JungleMan napisał:
To poważne przeżycie spodziewałem się innej sztuki ale sie myliłem i to grubo!
Nigdy wcześniej nie słyszałem na żywo takiej sekcji reggae po prostu mistrzostwo!
Nie wystarczy mieć dredy słuchaćc marleya i juz rege bend zakładać.
W tym przypadku trzeba grac grubo ponad 30 lat reggae zeby dojśc do takiej prerfekcji.
Bo roots to wyższa szkoła jazdy jak sie okazuje a nie amatorskie pitu pitu.
Dub zawodowstwo na prawde dawno nie słyszałem tak zdubowanej kapeli na żywca.
Dub Syndicate to mogli by sie pouczyć od GALAGO.

Myślałem że jest więcej ludzi w warszawie którzy znaja sie na prawdziwym ROOTS reggae.
Nawet Ci co grają rege powinni przyjść się pouczyć.
Ale zblazowane miasto to jedyne co mi przyszło na myśl i ile straciło.
Ale nie wszyscy muszą sie znać na reggae. A reszta sie po prostu nie zna.
To bez polewania najlepszy riddim band w Polsce!!!

Afryka Reggae Festiwal 2008 Toruń

Byłem w sobotę na Afryka Reggae Festiwal w Toruniu. Impreza świetna, tylko akurat w sobotę akustyk dyżurny klubu Od Nowa w którym odbywał się festiwal miał chałturę i był gdzie indziej. Przez to wszyscy byli nerwowi, nikt tak naprawdę nie panował nad brzmieniem, a klub wyjątkowo trudny do nagłośnienia. Strasznie dużo nerwów, złych wibracji połączonych z dobrymi reggae. Wyszło chyba na zero. Zamiast dubować musiałem pilnować przesterów. Wokalista nie miał odsłuchu dlatego lekko detonował.;) Oto nagranie z aparatu fotograficznego, które znalazłem na YouTube:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=T8TJUU7r0WQ[/youtube]

.
Gdy to dziś przesłuchałem, to jednak trochę tych dubów było i nie brzmiało najgorzej.;)

I dwie fotki z imprezy:

Groźna grupa (brakuje Darka – klawisze) + najgroźniejsza sekcja rytmiczna w Polsce (Jaś i Michał E.) oraz Patryk (vokalista)
Klub ?Od Nowa? Galago & Ras Paddy zapleczegalago-in-afryka.jpg